I dziś właśnie o tym myślę dużo. Bo czytając inne blogi często widzę z jaką pasją ludzie zajmują się pewnymi sprawami i z jeszcze większą pasją o tym później piszą. Mnie oczywiście najbardziej przyciągają treści związane z urządzaniem wnętrz. Blogi, które opisują niby zwykłe życie, ale jednocześnie pokazują w tej zwykłości odrobinę wyrafinowania. Często czytając podpatruję jak mieszkają inni. Przyznam, że niejednokrotnie zainspirowało mnie to do zmian, podsuwało pomysły, nowe rozwiązania. Niestety wiele też razy zdarzało się tak, że spodobało mi się coś, a jednak nie mogłam zrealizować tego pomysły czy zachciewajki z bardzo prozaicznego powodu - brak środków.
Czy ja mam jakieś pasje? Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Nigdy nawet nie przywiązywałam wagi do tego czy mam pasję czy nie. Zasadniczo nie myśląc o tym - było mi to zupełnie obojętne. Ale dziś - skoro już zapoznałam się z definicją - to stwierdzam, że chyba mam. No bo skoro jest to czynność wykonywana w czasie wolnym dla relaksu i sprawiająca przyjemność - to tak, mam pasję. A więc co mi sprawia przyjemność? Na co tracę swój wolny czas?
Oczywiście na podium tej wyliczanki będzie rodzina, dom, ogród. Ale to dość ogólnikowe określenia. W ten sposób to prawie połowa ludzkości mogłaby odpowiedzieć. Ale gdyby rozwinąć wszystkie te pojęcia i zagłębić się w czynności z nimi związane to szybko uzyskamy odpowiedź co lubimy, a co nie, co sprawia nam przyjemność, a czego unikamy.
Może jestem dziwna, ale lubię.... sprzątać. Można by powiedzieć - w nawiązaniu do zacytowanej wcześniej definicji - że to jest moja pasja. Bo poświęcam na to swój czas wolny i robię to dla przyjemności. A co w tym przyjemnego? Przyjemny jest wysiłek, bo większą część dnia w pracy spędzam w pozycji siedzącej za komputerem. Przyjemny jest też efekt tego działania, bo lubię czyste powierzchnie, świeży zapach i ład dookoła. Widok np. kurzu, brudnej podłogi, porozrzucanych rzeczy - dekoncentruje mnie. Jeśli mam odpoczywać i się zrelaksować to nie uda mi się to w pomieszczeniu gdzie jest chaos. Tak już mam. Może dla kogoś to dziwactwo, ale mnie to nie utrudnia życia i nie przeszkadza. Tak więc z dziką czasami wręcz przyjemnością chwytam odkurzacz, miotłę czy mopa i pędzę niczym Baba - Jaga przez te moje metraże. Lubię też, gdy wszystko ma swoje miejsce i tam się znajduje. Przysposabiam więc domowników do tego nawyku lansując takie oto hasło - "użyłeś, skończyłeś - odłóż na swoje miejsce".
Gdy już skończę to sprzątanie to pasjami lubię czytać. A przy okazji uwielbiam kupować książki. Chociaż chyba jest odwrotnie... Chyba kupowanie książek sprawia mi większą przyjemność niż ich późniejsze czytanie. Tak więc moją pasja jest kupowanie książek, a czytanie jest konsekwencją tego. W tym kupowaniu jest dla mnie coś metafizycznego. Nie umiem tego racjonalnie wyjaśnić. Jednak kupowanie książek sprawia mi większa przyjemność niż np. kosmetyków czy ciuchów. A szczególnie lubię dokonywać tych zakupów przez internet. Nie umiem tego opisać, ale z niecierpliwością wyczekuję nadejścia przesyłki. A gdy już mam ją w ręce, to aż ciarki przechodzą w momencie rozpakowywania. Wyjmuję z namaszczeniem z opakowania ten magiczny prostokąt, gładzę okładkę, wciągam zapach świeżej książki, normalnie kręci mnie to. I jest jeszcze coś dziwnego. Mam nadzieję, że to źle nie będzie zrozumiane. Otóż kupując książki czuję się lepsza od innych. Nie każdy bowiem kupuje książki. W sumie to nawet niewielki odsetek społeczeństwa je kupuje. Niektórzy z braku środków, a niektórzy z powodu innych priorytetów. Nie chce tego rozwijać, żeby kogoś tu nie urazić.
Najwięcej czytam latem i od późnej jesieni do wiosny. W pozostałych okresach roku wolny czas spędzam w ogrodzie. Oczywiście latem jak czytam, to też w ogrodzie, ale jest to pora roku, która sprzyja urlopom i wówczas mam więcej czasu, żeby się ze wszystkim wyrobić.
No i w ten sposób dotarłam w swej opowieści do mojej kolejnej pasji, którą jest ogrodnictwo. Pielęgnowanie ogrodu to dla mnie wyjątkowa forma relaksu. Nie powiem, żebym w ten sposób odpoczywała, ale zapewniam że jest to radosne zmęczenie i bardzo satysfakcjonujące. W tym roku każdą chwilę w ogrodzie dzieliłam z Moim Wybranym. Wspólnie pracowaliśmy i wspólnie wypoczywaliśmy.
Ogromna przyjemność, radość i satysfakcje daje mi zagospodarowywanie mojego domu, czyli wykonywanie wszystkich czynności, które służą poprawieniu jakości życia w domu. Składa się na to szereg czynności. Od zwykłego sprzątania począwszy, poprzez zakupy wyposażenia, na remontach skończywszy. Wszystkie te czynności uwielbiam!!! Sprzątam w zasadzie codziennie i na bieżąco, więc zajmuje mi to chwile, bo nigdy jeszcze nie zapuściłam mieszkania tak, bym musiała sprzątać wiele godzin. No chyba że mamy tzw. "generalki" np. przed świętami, lub wiosenne, lub wakacyjne, lub jesienne... Hm... każdy powód jest przecież dobry :)
Ale poza sprzątaniem to uwielbiam jeszcze poprawiać wizerunek domu. Przestawienie mebli? - tak! Zmiana zasłon? - chętnie! Nowy obrus?, kubki?, talerze? - jak najbardziej! Dotychczas byłam zwolenniczką klasyki i wersji retro. Biegałam po giełdach staroci wyszukując między innymi takie oto perełki ...
Ale ostatnio zainspirowana blogiem pewnej Izy odkryłam nową miłość u siebie. Skorupy Katy Alice. I niekoniecznie muszą być dokładnie tej marki. Chodzi jednak o styl. Wyszukuję więc ostatnio ceramiki z kwiatkami, w kropeczki, paseczki, itp. Upodobałam sobie również wszystko co pastelowe, a szczególnie blady róż, mięta, błękit.
Lubię też gotować. I nie chodzi tu o jakieś wyrafinowane pichcenie i eksperymentowanie, kulinarne wyżyny. Nawet nie chodzi o samo gotowanie, ale o dogadzanie bliskim. Gotuję więc nie tyle dla samego gotowania, co dla radości sprawianej tym, których kocham. Gotuje dla dzieci i dla Mojego Wybranego. Moje potrawy to jest wszystko czego potrzebuje człowiek by przeżyć. Od kanapek, poprzez zupy, dana mięsne, do słodkości i przetworów. Jak poniżej...





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz