poniedziałek, 23 stycznia 2017

Styczniowe wspomnienia

Styczeń to jeden z tych miesięcy, które ciągną się i wydają dłuższe od innych. 
Wakacje i lato mijają szybko. Wrzesień również. Wtedy zaczyna się rok szkolny - pojawiają się, a właściwie wracają, obowiązki szkolne i szybko jest po miesiącu. Potem październik, o ile jest ładny i ciepły to spora część dnia ucieka w ogrodzie. 
Najgorszy jest listopad. Zmiana czasu pod koniec października sprawia, że drastycznie skraca się dzień, który o tej porze roku i tak jest zdecydowanie krótszy niż latem. Grudzień też byłby ciężki, ale słodzą go świąteczne zawirowania. Porządki, zakupy, gotowanie i oczekiwanie na święta, a wraz z tym narastająca atmosfera świąteczna sprawiają, że grudzień mimo, że zimny i ciemny to jest nawet fajny. 
A potem przychodzi styczeń, gdy już niczego nie świętujemy tak hucznie i z pompą, na nic nie czekamy (chyba że na wiosnę). I ciągnie się jakoś długo .... Luty już nie jest taki nam straszny, bo ma mniej dni i kojarzy się z walentynkami oraz coraz dłuższym dniem. Mając świadomość, że po nim następuje marzec, który oficjalnie jest miesiącem dającym początek wiośnie, to znosimy go łatwiej.
Ale styczeń dobiega powoli końca. 2/3 za nami. Oto więc takie sobie styczniowe rozważania....
Rozstałam się już z choinką. Lubię te lampeczki kolorowe po zmierzchu. Pozytywnie mnie nastrajają. Ale już spakowane. Do następnego roku.

Choinkowe wspomnienia....





 A pozostało z niej tyle.... :-)


Również w pracy pożegnałam się ze świątecznymi akcentami. Szczególnym sentymentem darzę szopkę, która stoi w moim pokoju, a którą w ramach prac warsztatowych zrobili z nauczycielem zawodu moi wychowankowie. Figurki pochodzą już ze sklepu.



15 stycznia odwiedziłam mój ogródek. Pierwsza połowa stycznia była u nas bardzo zimowa. Udało mi się więc uchwycić w obiektywie moją działeczkę w zimowej odsłonie, bowiem od kilku dni mamy już ocieplenie i odwilż. 






Zaliczyłam też chwilę pod ratuszem przy okazji 25 finału WOŚP. 




A co poza tym?
Czytam ostatnio sporo o kosmetykach naturalnych. Głównie za sprawą mojego ostatniego zakupu próbek kremów Vichy, gdzie w opisie jednego z nich znalazłam informację, że nie zawiera parabenów. Potem gdzieś przypadkiem trafiłam na materiał na temat stosowania konserwantów w kosmetykach i poszło.... 
Czytam sobie więc co nieco o naturalnych produktach do pielęgnacji twarzy, włosów i ciała. Zapoznaję się z firmami, ofertą produktów naturalnych, ich działaniem, porównuję ceny. Planuję przestawienie na tego rodzaju kosmetyki.  Spróbuje dokończyć to co zaczęłam, a w międzyczasie powoli będę kompletować produkty z nowej linii. 

Szkolne problemy mojego starszego dziecka na chwilę obecną uległy wyciszeniu. Wszystko wróciło do normy. Dziewczę się ogarnęło, pozbierało i wzięło do pracy. Aż miło patrzeć, gdy widzę ją przy biurku nad książkami. Trochę staram się jej w tym pomagać. Oczywiście nie oznacza to, że odrabiam z nią lekcje, bo jest na to zdecydowania za duża, a poza tym od początku edukacji uczę dzieci w tym zakresie pełnej samodzielności. Ale gdy szykuje się sprawdzian chętnie pomagam przy powtarzaniu materiału, odpytuję, tłumaczę zawiłości procesów. Córka jest w klasie z rozszerzonym programem geografii i matematyki. W matematyce pomagają "obce" korepetycje. Z geografią radzimy sobie doskonale w warunkach domowych, bo w końcu to jest Mój przedmiot. Takie studia właśnie skończyłam... 

Młodsza radzi sobie sama. Jedyna pomoc jakiej oczekuje i jaką często świadczę to... manualna. Szczerze przyznam, że nigdy nie sądziłam że przyjdzie mi się wyżywac artystycznie. A ostatnio właśnie często pomagam przy witrażach, aniołkach, itp... 
Mała uczy się świetnie. Jeśli nie pogorszą się jej wyniki do końca roku szkolnego to znów będziemy mipasek na świadectwie. Z angielskiego jest fenomenalna. Właśnie przygotowuję się do wojewódzkiego etapu konkursu przedmiotowego. Rozmawiałam z jej nauczycielką z tego przedmiotu i była zaskoczona, że nie uczęszcza na żadne prywatne lekcje angielskiego. Była przekonana, że takie efekty osiąga właśnie dzięki temu. Starsza ma prywatny angielski już od ponad 10 lat i nawet wiele razy zastanawiałam się czy nie zapisać również młodszej. Ale jakoś tak z kasą krucho, więc odwlekałam decyzję i tak uciekał nam rok za rokiem. Ciekawe czy rośnie z niej mały poliglota czy ma zdolności tylko do tego języka? W VII klasie dojdzie jej dodatkowy język obcy i wtedy się okaże. Starsza np. uwielbia angielski, natomiast niemieckiego nie znosi.

Tak więc, podsumowując, w ostatnich dniach w pracy, w domu i w sercu spokój. Wszystko się kręci wg ustalonych trybów. Cieszy mnie ta monotonia. Ja generalnie lubię gdy jest tak zwyczajnie, bez ekscesów, zmian, zawirowań. Nie lubię zamieszania w życiu, drżenia serca i lęku o to co będzie. Może to dlatego, że w swoim życiu wystarczająco dużo już mi się namieszało i pozmieniało wbrew mej woli. Może wyczerpałam już limit życiowej adrenaliny. Cisza, spokój, harmonia, monotonia, rutyna a nawet nuda wcale mi nie straszne. Choć przyznaję, że mam świadomość, że zapewne jeszcze nie raz mnie życie zaskoczy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz