Nowy rok miał przynieść poprawę. A przynajmniej na to liczyłam. Nie jestem idealistką i miałam świadomość, że cały czas idealnie nie będzie. Ale miałam nadzieje, że choć wraz z początkiem roku odetchnę, odpocznę od zmartwień i nazbieram energii, naładuje rozładowany trudnym rokiem 2016 akumulator. No ale niestety nie ma lekko. Spokój, który gościł w moim sercu okazał się tylko pozorny. Wczorajszy poranny telefon od wychowawczyni mojej starszej córki zupełnie mnie wybił z rytmu. Jest problem i muszę znaleźć rozwiązanie. Nie jest to łatwe zadanie zwłaszcza, że dziecko nie za bardzo chce współpracować. Musze uzbroić się w cierpliwość. A niestety cierpliwość to nie jest cecha, którą otrzymałam przy narodzinach w pakiecie. Lubię zadania, które szybko się rozwiązuje, żeby mieć wszystko z głowy. Niestety nie umiem czekać.
A poza tym u nas zima w pełni. Długi weekend mroźny i śnieżny. Dopiero dziś czuć powoli, że odpuszcza. Śnieg zaczyna topnieć.
W niedzielę wybrałyśmy się z młodszą moją latoroślą na spacer nad morze. Dobrze, że wybrałam miejscowość, gdzie jest małe molo, bo spacer wzdłuż brzegu morza zupełnie by nam nie wyszedł, gdyż zalało plażę całkowicie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz