wtorek, 25 sierpnia 2015

Jak oswoić marzenia



Od dawna czytam różne blogi. Tak sobie myślę, że chyba już od ponad roku. Pierwszy jaki zaczęłam był o życiu na wsi. Potem pojawiły się inne, trochę kulinarne, trochę wnętrzarskie i kolejne „wiejskie”. Dlaczego tak mnie to ciekawi?
Bo sama chciałabym żyć sobie w domku z dala od miasta. I nie chodzi o to, że mi miasto nie pasuje, bo nie mam nic przeciwko temu, w którym aktualnie żyję, ale chodzi o potrzebę, a wręcz „pęd” do ziemi. I właśnie przez takie „podczytywanie” sama nabrałam ochoty na pisanie. Tak po prostu – „ku pamięci”.

Z wykształcenia jestem geografem i zapewniam, że nie był to przypadkowy wybór. Zresztą ja głęboko wierzę w to, że nawet jeśli coś się dzieje przypadkiem, to wcale to jednak przypadkowe nie było. Jestem wierząca, choć bez oznak ortodoksji, fanatyzmu czy „moherowego beretu”. Ale kocham Boga za to, że stworzył taki świat jaki mamy. 

Kocham przyrodę i wszystko co naturalne. Wydaje mi się, że umiem znaleźć i docenić piękno, nawet tam gdzie inni tego nie widzą. Potrafię zachwycić się czymś prostym i skromnym. Oczywiście urzeka mnie potęga morza, majestat gór, cisza w lesie, ale też potrafię zatrzymać się nagle w połowie drogi w podróży i nacieszyć oczy widokiem maków i chabrów pośród łanów zboża, zachwycam się opadającymi liśćmi i błękitną ważką w locie. Dlatego kocham nasz kraj. Wiele jego zakątków już widziałam i nigdy mnie nic nie rozczarowało. Cieszę się, że żyję tu i teraz. Na zagraniczne wojaże nie jeżdżę z powodu chronicznego braku funduszy, ale też jakoś nie rozpaczam z tego powodu i wcale przez to gorsza się nie czuje. 

I to właśnie z powodu miłości do ziemi i przyrody oraz ostatecznego pogodzenia się z faktem, że na dom na wsi mnie nie stać z wielu względów – nabyłam działkę. Słowo „nabyłam” jest dość trafne, bo jej nie kupiłam, ale przyjęłam w dzierżawę za symboliczne 300 zł, pokrywając jedynie w części wartość nasadzeń.

Kiedyś, parę lat temu, wynajmowałam mieszkanie w starej kamienicy, gdzie miałam dostęp do ogródka. A raczej do czegoś co kiedyś było ogródkiem. Z ochotą wówczas przystąpiłam do systematycznego ogarniania tego kawałka ziemi. I wtedy mnie to dopadło! Miłość do grzebania w ziemi!  Może w poprzednim życiu byłam kretem???

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz