Widok ogólny na działkę od strony wejścia.
Jak na razie jedyny kolorowy akcent to hamak....
Szklarnia rozebrana.
A w związku z tym działka przedstawia obraz nędzy i rozpaczy. Z daleka oczywiście jest pozornie nieźle ale w moim odczuciu ble. Pod drzewem szyby, na trawie stos desek, na miejscu szklarni chwastowisko. Na razie nie można było tego wywieźć, bo rozpoczął się proces elektryfikacji działek i alejka moja rozkopana więc dojazd z przyczepką był niemożliwy. Leży więc sobie to wszystko i czeka na kolejny piątek, gdy zostaną otwarte bramy.
A poza tym w zasadzie nic nowego. Rośnie sobie wszystko powoli, ale jakoś tak to jest mało satysfakcjonujące dla mnie. Ja niestety nie należę do zbyt cierpliwych i nie umiem czekać. Gdyby wszystkie działki były takie jak moje albo gdyby inne działki miały wysokie ogrodzenia uniemożliwiające podglądanie i obserwowanie to pewnie bym nie wpadała w panikę i przygnębienie. Niestety jednak zanim dojdę od bramy do swojej działeczki to mijam po drodze inne - wypielęgnowane, dopieszczone, równiutkie, śliczniutkie.
Myślę wtedy sobie: Kiedy u mnie tak będzie?
Znajomi - żartownisie odpowiadają: Będzie, będzie - na emeryturze. Ha ha ha.
Ale kiedy ja nie chce czekać tak długo. Ja już chcę, żeby było ładnie, kolorowo, równiutko.
Ale to wymaga dużego nakładu pracy i czasu albo pieniędzy. Bo albo będę tam siedzieć całymi dniami jak emeryci i grzebać w ziemi po kilka, kilkanaście godzin dziennie albo zatrudnię firmę, która zrobi tam raj w krótkim czasie. W jednym przypadku potrzeba dużo czasu, w drugim dużo pieniędzy. Nie mam ani jednego ani drugiego. Więc na efekty trzeba będzie poczekać.
W miniony weekend była u nas giełda ogrodnicza. Zaszalałam. Kupiłam pelargonie, surfinie, dalie, aksamitki, truskawki i pomidory. Z tymi ostatnimi to oczywiście tylko w ramach eksperymentu. Żadnego pola ani nawet zagonka nie będzie. Kupiłam trzy sadzonki, po jednej z każdej odmiany i dla zabawy i na próbę i dla przyjemności dla dziecka najmłodszego, posadzę i zobaczę co z tego wyjdzie. Najchętniej dałabym to w doniczki duże, ale nie wiem czy tak można.
W sobotę pogrillowałam z córkami, fajnie było. Zwłaszcza teraz gdy okazyjnie i zdobycznie powiększyłam swój dobytek ogrodowy o stół z odzysku. Ktoś się pozbywał, miał na przemiał a ja poprosiłam o darowiznę i na działkę jest jak znalazł. Jest zdecydowanie większy od tego plastikowego, który służył nam dotychczas, więc wygodniejszy.
Na miejscu rozebranej szklarni marzy mi się wiata z miejscem do wypoczynku, czytania, jedzenia, leżakowania, itp. Ale to jeszcze długa droga.
Rok temu posadziłam w maju 5 łubinów.
Jak widać tylko jeden się przyjął.
Może w tym roku zakwitnie
Jak widać tylko jeden się przyjął.
Może w tym roku zakwitnie
Takiego miłego gościa miałam w piątek na działce
grusza
jabłoń









Brak komentarzy:
Prześlij komentarz