niedziela, 1 maja 2016

Roczek ogródka

Wróciłam. Zielono mi. hahaha.

Majówka pracowita. Więc osobiście nie wiem co to długi weekend. Ale czas na pracę w ogródku znalazłam. Wpadłam wiec do mojego osobistego raju, usiadłam na ławeczce i zadumałam się. I przeraziłam. Czym? Ano ogromem pracy jaka jest tam do wykonania. Wczoraj minął dokładnie rok jak otrzymałam symboliczny klucz do mojej działki. Rok za mną. Cztery pory roku. Zrobiłam obchód po moich włościach i doszłam do wniosku, że niewiele się tu zmieniło jak na tak długi okres czasu. Rok temu było tam mleczowisko i... jest nadal. Pojawiły się nowe roślinki, bo trochę posadziłam. Są nowe hortensje, róże, wrzosy. Posprzątałam śmietnik w chatce, naprawiłam dach i płot, wydzieliłam mini pole truskawkowe. Ale w zasadzie nic więcej. A tyle miałam planów.
Może w tym roku coś się uda zrobić. Może to dobrze, że nie wszystko jest tak od razu. Mam cel. A ponadto to co przychodzi z trudem to daje później większą satysfakcję.
Nadal jest szklarnia do rozebrania. Ktoś pomyśli, że szkoda jej. Ale ja w pomidora bawić się nie che. Jeszcze nie teraz. Za mało czasu. Ten zielony zakątek ma służyć rekreacji. Warzywa to nie jest jeszcze moja bajka. Choć nie ukrywam, że na pewno kiedyś zjem własną rzodkiewkę, fasolkę, szczypiorek. Ale uprawa wymaga czasu, którego ja obecnie mam niewiele. Poza tym szklarnia, którą mam jest już mocno zniszczona, spróchniała i grozi zawaleniem. 
Na miejscu szklarni marzy mi się wiata obsadzona na bokach kwitnącymi pnączami, czyli oczywiście clematis. To miałoby być miejsce do letniego wypoczynku. Stół, leżaki, drewniana podłoga. Pomysł jest, gorzej z wykonaniem, a raczej z wykonawcami, bo sama tego nie dam rady zrobić. Samo rozebranie tej starej szklarni to już jest wyzwanie.
Wciąż nie mogę zdecydować co dalej z domkiem. Czy uzbieram pieniądze na postawienie nowego i dlatego ten na razie zostawić tak jak jest? Czy jednak reanimować go?, bo nowy domek to przecież spora inwestycja. Zapytuje często siebie czy mi potrzebny nowy i większy skoro dla mnie jest to tylko miejsce do przechowywania narzędzi, leżaków i innych sprzętów. Na działkę chodzę tylko wtedy, gdy jest ładna pogoda, bo kręci mnie przebywanie na świeżym powietrzu. Więc po co mi większy domek skoro i tak tam nie przebywam? Ale z drugiej strony szałas o wymiarach 2,5 x 2,7 to naprawdę niewiele. Trudno tam się swobodnie poruszać gdy wszystko jest w środku. A na to wszystko składa się szafka, stół, parasol ogrodowy, plastikowe krzesła, leżaki, kosiarka, różnej maści narzędzia ogrodnicze, wiadro, konewka, wąż ogrodowy, worki z ziemią, kora, doniczki, itp, itd. Sporo tego jak na te niecałe 7 metrów powierzchni. Nadal więc rozmyślam nad jego losem.
Zimny kwiecień w tym roku opóźnił nieco pewne procesy przyrodnicze. Np. jeszcze nie kwitną kasztany, a matura już za 3 dni. Ale przyroda sobie poradzi i nadgoni stracone dni.

Moja grusza i jabłonka

Truskawkowe pole w skali mikro i makro (zadanie: dokupić sadzonki :)
"Idą" róże i hortensja
Mleczowisko przed skoszeniem
Choć i tak odrasta w zabójczym tempie

I na koniec takie oto słodziaki....


Może jutro pogrillujemy......

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz