czwartek, 8 września 2016

Wizualizacja marzeń

Mamy wrzesień. Wróciłam do starego rytmu dnia, starych obowiązków, utartych szlaków. Choć mam wrażenie, że jednak nie do końca jest jak dawniej. Bo jakoś tak więcej czasu mam ostatnio, który pozostaje do mojej dyspozycji i który mogę wykorzystywać w sposób jaki chce, jaki mi pasuje i sprawia przyjemność. Kiedyś tak się nie udawało. Myślę, że tak było głównie za sprawą nadmiernej ilości obowiązków i dodatkowej pracy. 12 godzin tygodniowo mniej w pracy to jest jednak sporo i wyraźnie to odczuwam. A przez 5 lat jednak wyrywałam ze swojego czasu te dwa popołudnia z wieczorami (bo do 22) albo miałam zajęte weekendy. Nie bez znaczenia pozostaje też fakt, że dzieci mam coraz starsze i to tez ma wpływ na ilość moich obowiązków i tego co "muszę". W zasadzie coraz mniej muszę. Ze szkoły już nikogo po pracy nie odbieram, lekcje odrabiają się same, bez mojego udziału, dziewczyny pranie powieszą, a czasem nawet wstawią, i zmywarkę rozładują, i podłogę odkurzą, a nawet umyją, obiad robimy na dwa dni, a nawet jak go nie ma to wszyscy są już na tyle samodzielni, że jakoś sobie radzą, nikt głodny nie chodzi, zapewniam.
Dzięki temu mam czas na ogródkowy relaks. I siedzimy tam z moim Szczęściem ile się da, a raczej na ile nam pozwolą komary. Jak nam się chce to coś zrobimy, a jak nie to odpoczywamy tylko.

Wraca i męczy mnie od czasu do czasu myśl i tęsknota za ślicznym małym wiejskim domkiem. Marzenia te mam tak intensywne, że już prawie widzę jak wygląda, z każdymi szczegółami. Widzę duży pokój dzienny na dole, z położoną obok kuchnią lub aneksem kuchennym, niewielką i przytulną łazieneczką, dalej drewniane schody prowadzące na górę gdzie będą dwa małe pokoiki, i może druga łazienka.

Widzę w salonie kominek, który ogrzewałby cały dom, duże okno z wyjściem na taras albo wprost do ogrodu, dużą  kanapę lub stylowy narożnik i nas tam zasiadających. Widzę deski na podłodze i  belki na suficie. Widzę nas przy stole jedzących obiad. Widzę duże łóżko w jednej sypialni na górze, a niej piękną haftowaną białą pościel, małe biureczko lub sekretarzyk, kwiaty na parapecie. W kuchni widzę szydełkowe zazdrostki w oknach, kaflowy piec, a przy nim mały zydelek, widzę Jego spracowane ręce krojące chleb na kanapki do pracy.
Ale przede wszystkim widzę nas wokół domu. Siebie w ogrodzie przy kwiatach. Jego w garażu przy aucie. Widzę ten niekończący się remont, elewacja domu, dach, rynny, drzwi, okna, naprawa płotu, równanie terenu pod ogród, remont, wykańczanie, a później urządzanie wnętrza.
I tego właśnie chcę od Życia!!! Bo widzę tam swoje szczęście.
Dla wielu takie marzenia są w zasięgu ręki. Dla mnie to jest nieosiągalne. Brak funduszy. Pensja nie najgorsza, ale zbyt mała by żyć z kredytem. A na spadek jakiś liczyć nie mogę. Ech, życie.....

Ale mam swój ogród. I korzystam z niego ile się da. A pogoda sprzyja.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz