Od paru dni myślałam o tym, że kolejnego posta napisze o przedświątecznej atmosferze, o przygotowaniach do świąt i o ich magii, która w tym roku mi się wyjątkowo wcześnie udzieliła. I co?
Nie będzie posta o tej tematyce. Magia przestała działać. Wystarczyło, że jeden element w życiowej układanie się uszkodził, a już cała reszta nie wygląda wcale tak dobrze jak się wydawało.
Nie umiem się zwierzać. Nawet tutaj. Choć wiem, że jestem anonimowa. Ja poprostu nie umiem tego robić. Nie potrafię znaleźć właściwych słów. Zaprezentować faktów w taki sposób, by wszystko było jasne, czytelne i zrozumiałe dla odbiorcy. Kiedyś byłam bardzo ekstrawertyczna. Z biegiem lat i w miarę narastających życiowych zawirowań coraz trudniej było mi mówić o problemach. Więc przestałam. A dziś nawet jakbym chciała, to już nie potrafię. Szkoda... może to by pomogło.
Spróbuję coś chociaz ogólnie nakreslić. Jesteśmy razem długo. Na tyle długo, by już przerobić różne wątpliwości, kryzysy i zawirowania. Więc, gdy tym razem zaczęło coś się chrzanic, to uzbroilam się w cierpliwość i postanowiłam przeczekać ten kryzys z nadzieją, że z czasem wszystko się ułoży i wyjdzie na prostą. I będzie jak dawniej. Nie chce się wdawać w szczegóły, ale my kobiety mamy tzw. szósty zmysł i czasem intuicja działa na naszą korzyść. Celowo użyłam określenia "czasem", bo wiadomo, że bywają przypadki gdy zwyczajnie jesteśmy przewrazliwione.
Nasilającemu się stopniowo jego zobojętnieniu towarzyszyło od dłuższego czasu narzekanie na pracę i to, że w tym mieście oprócz mnie nic więcej go nie trzyma. "Ma kryzys" - pomyślałam. Ale dziś powiedział coś co przekreśla jakikolwiek ciąg dalszy naszego związku.
Marzy mu się powrót w rodzinne strony. Co śmieszniejsze już raz tak zrobił. I spędził parę miesięcy siedząc w domu i nawet żadnej pracy nie znalazł. Pewnie nie chciał. A potem przyjechał tu do starej firmy, a mnie powiedział, że zrobił to dla mnie. No przyznać się! Która by się na to nie nabrała? Ba! Ja nawet przez blisko dwa lata cały czas wierzyłam, że to był powód powrotu. Aż do dziś.
Błądzenie jest rzeczą ludzką. Ale trwać w błędzie - głupotą. Raz wyjechał. Żałował. Wrócił. Ale skoro z wcześniejszych doświadczeń nie wyciągnął wniosków i teraz ponownie chce mnie zostawić to już nie ma w tym miłości.
Ja tam nie mogę pojechać. Tu mam dzieci mieszkanie i źródło dochodu. Zresztą nawet już nie chce.
Powodem chyba najistotniejszym jest to że tu on nie może rozwijać swojego hobby, pasji. Chodzi o dostęp do warsztatu samochodowego (który szczęśliwym trafem ma jego wujek) bo na punkcie swojego auta i ogółem motoryzacji ma bzika. No ale jeśli owo hobby jest ważniejsze ode mnie, to nie mamy już o czym rozmawiać.
Dla mnie jakiekolwiek hobby nie miałoby znaczenia gdybym przez to mogła stracić coś ważniejszego. Widać ja nie jestem najważniejsza. On ma tu pracę i ma gdzie mieszkać. Ale jest gotów to rzucić, bo praca nie daje mu satysfakcji, a w dodatku tu nie może się rozwijać, bo nie ma do tego warunków. A wszystko przez to, że zepsuło mu się auto i mógłby je sam naprawić, ale nie ma gdzie tego zrobić. No więc jak sobie autko kocha najbardziej na świecie to proszę bardzo! Szerokiej drogi!
Czasami specjalnie ci dokuczałem. Gdyby pasja była ważniejsza od ciebie to raz ze nie wrócił bym, a dwa to siedziałbym więcej przy autach jak z tobą.. Minął ponad rok a ja nadal jestem blisko.. ((( A potem przyjechał tu do starej firmy, a mnie powiedział, że zrobił to dla mnie. ))) BYŁAŚ I JESTEŚ POWODEM DLA KTÓREGO TUTAJ WRÓCIŁEM!!! Teraz zostaje zmuszony do wyjazdu.. Bo ty odpuściłaś sobie mnie ;( Więcej nie napisze bo cala resztę znasz.. Caaaały czas cie bardzo Kocham!!! Niestety od twojej strony tego nie ma mimo ze obiecałaś, że na ZAWSZE
OdpowiedzUsuń