Mój stan psychiczny powoli się stabilizuje. Sprawy bieżące wciągają i zajmują na tyle, by nie roztrząsać wszystkiego i nie zajmować się tym co nieistotne.
Powoli znów myślę o ogrodzie. Zaczynam robić plany. Na razie ruszam małymi krokami, by nie rzucać się na wielkie przedsięwzięcia, które łatwo mogą skończyć się niepowodzeniem i znów przyjdzie rozczarowanie. A po co mi to?
Trzeba więc planować i robić rzeczy małe, które w miarę łatwo się osiąga, by dać sobie szansę na sukces i satysfakcję z czegoś co w końcu wyszło. Nie podejmuję się więc wielkich i dalekosiężnych wyzwań z obawy przed porażką i dalszym wpędzaniem się przez to w poczucie beznadziei.
Chciałabym aby mój ogród był kolorowy, wesoły. Jak na razie dominuje w nim kolor zielony i żółty, czyli trawa i mlecze oraz żonkile. Czekam na tulipany i bez oraz konwalie, w dalszej kolejności na piwonie, róże, malwy, mieczyki, floksy, hortensje. To chyba wszystkie kwiaty jakie posiadam. Ubogo, prawda?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz