niedziela, 3 kwietnia 2016

Powrót na działkę

Siedzę właśnie na ławeczce na działce. Jestem tu od 13 a teraz już jest wieczór i wcale nie chce mi się wracać do domu. Słucham sobie świergolenia ptaszków, obserwuje latającego wokół mnie trzmiela i jest pięknie. Ciepło, przyjemnie, nawet wiaterek jest taki delikatny, ciepły, łagodny, jakby pieścił swoimi lekkimi dmuchnięciami.
Minął już czas krokusów i przebiśniegów. Teraz zaczyna się faza żonkili. Tulipany dopiero wychyliły z ziemi pojedyncze liście jakby na zwiady je wypuściły. Widziałam, że młode pędy maja hortensje, piwonie.
Powycinałam dziś to co suche, obumarłe, chore i niepotrzebne. Ale pracy przede mną jeszcze dużo. Na pewno przegapiłam moment na przycinanie owocowych. Tutaj dałam plamę. Teraz już chyba za późno, bo obsypane są już pąkami. Więc znów będę miała chaos na jabłonkach. Będzie znów dużo małych jabłuszek, zamiast dorodnych i dużych. Będę rozdawać. Bo musy to nie jest udane przedsięwzięcie. Zrobiłam ich w tamtym roku bardzo dużo. Początkowo schodziły na bieżąco, potem szły w słoiki. Ale gdzieś na poziomie grudnia przejadły się już mojej rodzince, a teraz przed Wielkanocą okazało się ze wszystkie sfermentowały się. Szkoda więc mojego czasu, cukru, wody i gazu. Trzeba jeść na bieżąco.
 A w plenerze obserwuje też komary. Oj sporo ich. Brrr.....
W moim życiu nadal zamieszanie. Ale to na inna okazję pogawędka. Dziś nie chce psuć sobie nastroju .....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz