poniedziałek, 13 czerwca 2016

Szukam swojego talentu...

W wolnych chwilach .... Stop!
Aż sama się uśmiechnęłam na to sformułowanie....
To ja mam jakieś wolne chwile???
Ano czasami przed zaśnięciem w łóżku.
Zanim mi powieki spadną to czasem przeglądam inne blogi na lapku w łóżku, czasem przeczytam parę stron książki, czasem jakiś film obejrzę, choć raczej robię sobie z filmów seriale, bo potrafię jeden np. 2-godzinny film w 3-4 częściach oglądać.
No więc ... w wolnym czasie podczytuje inne blogi, oczywiście zawsze w pierwszej kolejności te, które śledzę regularnie i zaglądam tam, żeby zobaczyć co nowego u nich słychać. Ale też wyszukuje sobie nowe, które czytam od początku i dotarcie do aktualnych czasów zajmuje mi czasami wiele dni regularnego podczytywania. I tak właśnie odkryłam Jagodowy zagajnik. Znów z zazdrością patrzę na zdjęcia i życie ludzi, którzy mają to szczęście mieszkać w domu z dużą działką pod lasem.
Ale moją uwagę też przykuwa talent autorki tego bloga, która robi cudne rzeczy praktycznie ze wszystkiego i z niczego.

I tak sobie myślę: Czy ja coś nietypowego potrafię robić? Czy jestem beztalenciem? Czy ja mam jakieś uzdolnienia? Jakieś ukryte talenty? Jednoznacznej odpowiedzi nie mogę udzielić. Bo tak naprawdę nie wiem. Gdybym spróbowała coś robić i to by mi nie wyszło, to by znaczyło, że nie umiem. Ale ja nawet jeszcze niczego nie próbowałam. A zazdroszczę, bo podobają mi się u innych własne wytwory - rękodzieła np. patynowane, decoupage, stolarskie, krawieckie, kulinarne, etc., etc. A czymże ja mogłabym się pochwalić? Jak na razie niczym wyjątkowym...
Mam tendencje do zbieractwa starych przedmiotów, rzeczy codziennego użytku, np. tekstyliów, porcelany, starych mebli, obrazów lub samych ram.
W piątek w moim sklepiku z używanymi art. pochodzenia zagranicznego kolo domu - do którego zaglądam zdecydowanie częściej niż do jakiegokolwiek innego sklepu - wypatrzyłam dwie ramy, które od razu wpadły mi w oko. Na razie odłożyłam, bo nie wiedziałam jak je podpicować, a następnie zagospodarować, tak by nie szpeciły, a cieszyły domowników. Ale dziś chyba po nie wrócę. O ile jeszcze będą...
A tak poza tym to mam sporo wyzwań do zrealizowania w plenerze. Naprawa płotu. Taras. Kąciki i rabaty kwiatowe czekają na płotki. No i jeszcze pomysł z dekoracyjną studzienką ...
Mogłabym kupić gotową, ale to drogo.
Mogłabym zlecić wykonanie znajomemu stolarzowi, który zrobiłby to może w ramach zajęć z uczniami, ale to długo.
A ja chce jeszcze mieć ja przed wakacjami. Zrobiłam więc dokumentację fotograficzną, tej którą obserwuje na co dzień w pracy i przymierzam się do działania.

A chodzi o coś mniej więcej takiego.....


Ostatnie dwa tygodnie naznaczone były ważnymi wydarzeniami. 31 maja we wtorek pochowałam babcię. Nie mam już nikogo z pokolenia dziadków. Ona była ostatnia z rodziców moich rodziców. Piękny wiek - rocznik 1924, prawie 92 lata. To była jedyna już tylko, spośród znanych mi blisko osób, która pamiętała wojnę.A w związku z tym, że pochodzę z innego regionu to miałam okazję spotkać się z dawno niewidzianą rodziną.
A w minioną środę 8 czerwca mieliśmy ważną uroczystość - moja starsza córka przyjęła Sakrament Bierzmowania. W związku z tym, że całą rodzinę mamy daleko i w naszym mieście mieszkamy sami to córka miała bardzo kameralną uroczystość, wśród najbliższych, mama i rodzeństwo.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz