poniedziałek, 6 czerwca 2016

Wypoczynek, który zmęczył

Wczoraj wróciłam ze weekendowego spływu kajakowego. Płynęliśmy Brdą. Impreza sportowo - rekreacyjna w gronie kolegów z pracy i ich rodzin. Było super! Opalenizna zdobyta. Siniaki również :) Dzieci zadowolone. I choć wyjazd miał służyć relaksowi i wypoczynkowi to wróciłam bardziej zmęczona niż gdy wyjeżdżałam. Takie są skutki uboczne przedawkowania świeżego powietrza, hahaha :)
Ale pomimo zmęczenia znalazłam jeszcze siły by posprzątać po powrocie mieszkanie i zajrzeć wieczorem do Raju. W pracy dziś się dziwili skąd ja na to biorę siły, bo wszyscy którzy byli tam ze mną padli wcześnie wieczorem i poszli przysłowiowo spać z kurami.
Zjadłam wczoraj pierwsze własne truskawki. Na razie tylko kilka sztuk, ale zawsze.
Bez już przekwitł, ale piwonie godnie przejęły jego rolę i zdobią ogródek. Zakwitły też w czasie weekendu róże. Inne szykują się do startu. A posadzone, sprezentowane dalie rosną w oszałamiającym tempie. Wczoraj zauważyłam też, że wychodzą już z ziemi pierwsze mieczyki. Na razie dopiero zauważyłam kilka sztuk z posadzonych ponad 100 !
W poprzedni weekend wybraliśmy się na wycieczkę do sąsiedniego miasta do OBI. Wróciłam z kolejnymi sadzonkami borówek, hortensji, bluszczu. A u nas dokupiłam jeszcze maliny.
Tak więc na mojej działeczce pojawiają się kolejne nasadzenia i coraz bardziej mi się tu podoba. Dostałam też zamówienie na agrest. Jeden już mam - wersję czerwoną, ale Miły bardzo chce zielonego, więc będzie :)
Pogoda jest prawdziwie wakacyjna. Cały maj był bardzo ciepły, wręcz upalny, często po ok. 30 stopni. I tak jest nadal. Od dawna temperatura nie spadła poniżej 20-kilku stopni. A pod koniec minionego tygodnia mieliśmy trochę burzowych opadów, więc przy takim słoneczku i zastrzyku wody wszystko teraz pięknie rośnie i nadrabia straty po zimnym kwietniu. Jest pięknie!!


Róże niedawno jeszcze wyglądały tak.....


A tak wyglądają obecnie....




Jak już wcześniej wspominałam z posadzonych w ubiegłym roku 5 łubinów w różnych kolorach przyjął mi się tylko ten jeden, ale za to jaki piękny jest :)

 

Już wiem, że ten kwiatek to orlik pospolity. I pomyśleć, że w ubiegłym roku zanim zakwitł kosiłam go razem z trawą sadząc, że to chwast. W tym roku przypadkiem się uchował i to tylko dlatego, że rósł sobie zbyt blisko altanki i moja ręczna kosiarka go nie dopadła. A dopiero gdy zakwitł ujrzałam całe jego piękno....



To jest zdjęcie sprzed kilku dni, bo obecnie już mamy codziennie po kilka czerwonych i ze smakiem zjadamy...


A to jest nasze najnowsze dzieło...
Ostatecznie uporządkowałam i dokończyłam rabatę przy wejściu na działkę, obok furtki. 
Usunęłam chwasty, posadziłam trochę kwitnących wieloletnich i mam nadzieję, że jak urosną to będzie pięknie :)
Cała rabatka ma pofalowany brzeg i nieregularny kształt. To celowy zabieg, gdyż nie lubię rzeczy prostych, od linijki jak to się mówi. Ziemię przekopałam, część usunęłam, dosypałam nowej, tam gdzie rośliny tego wymagały zakwasiłam torfem. Obok rosnących tu już wcześniej piwonii, floksów i tui (po poprzednich właścicielach) oraz dosadzonych przeze mnie rok temu łubinu i dwóch hortensji, posadziłam dodatkowo w tym roku hortensję ogrodową i bukietową, rudbekie i dalie. Na koniec wyściółkowałam korą i szyszkami.


Godnym uwagi jest fakt cudownych relacji pomiędzy działkowcami. Nie wiem czy tak jest wszędzie, ale ja miałam to szczęście, że po sąsiedzku z moją działką otaczają mnie przesympatyczni ludzie. Z lewej i z prawej mam fantastycznych dwóch starszych panów, z którym ucinam sobie czasami miłe pogawędki. To od jednego z nich dostałam parę tygodni temu kilka bulw dalii. Szczerze mówiąc, gdy je zobaczyłam nie zrobiły na mnie miłego wrażenia. Wyglądały nieciekawie, a nawet w moim odczuciu robiły wrażenie jakiś takich zasuszonych, pomarszczonych, nawet wątpiłam, że cokolwiek z nich będzie... Nie miałam jednak śmiałości i sumienia starszemu Panu odmówić, bo widziałam, że chce mi zrobić przyjemność. Więc wzięłam i posadziłam. Jakież więc było moje zdziwienie i pozytywne zaskoczenie, gdy klika dni temu zauważyłam że z ziemi jednak wychodzą listki!!!! Każdego dnia są coraz większe. Czekam teraz na pąki i kwitnienie. I czekam na spotkanie z moim miłym Panem Sąsiadem, by móc mu podziękować za podarunek (a tak na marginesie muszę przy okazji zdobyć się na śmiałość i zapytać Go jak ma na imię, żeby już dłużej nie mówić o nim tak bezimiennie)
Od innej sympatycznej Pani, z którą nasze działki stykają się narożnikami dostałam sadzonki pomidorków koktajlowych. Ja generalnie się nie "bawię w uprawy", ale również nie miałam sumienia odmówić i rosną :)
A wczoraj dostałam od innej działkowej sąsiadki trzy główki sałaty, bo tak jej obrodziła, że sama zaproponowała, że chętnie i z przyjemnością się podzieli. A jak usłyszała, że dzięki temu podarunkowi dzieciom do szkoły kanapki zrobię ze świeżą sałatą, to tym bardziej się ucieszyła :)

A to kajakowe wspomnienia.....





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz