poniedziałek, 20 czerwca 2016

Wszystko rośnie...

Pisze tego posta już kolejny dzień. Chyba pierwszy raz mi się zdarzyło pisać tak na raty.
Szalone wakacyjne upały się skończyły. Trochę nam popadało. I dobrze. Potrzebne to było. Jak to fajnie określił mój Miły automatyczne zraszanie nam się włączyło :).
Biegam do mojego Raju kiedy tylko mogę. Oczywiście zawsze z aparatem :)

A w życiu zamęt. Jakieś koło wszystko zatoczyło i wróciło do punktu wyjścia. Znów mam powtórkę z rozrywki... Jak to mówią są lata chude i lata tłuste... Mnie znów przyszło wrócić do tych chudych.
Dam radę bo muszę, bo nie ma innego wyjścia.
Na szczęście zieleń, z którą obcuje na co dzień ma zbawienny wpływ na moją duszę....


























Tak bardzo bym chciała, żeby zawsze wszystko układało się po mojej myśli. Ale wiem i rozumiem, że tak się nie da. Słońce cieszy szczególnie mocno po niepogodzie. Dzień cieszy po nocy. Dlatego tak bardzo cenimy szczęście, gdy nam się coś nie układa.
Ale żeby nie było, że tylko marudzę to jeden życiowy zakręt mi się wyprostował. Ten zakręt ma na imię matematyka i jest ściśle związany z moją straszą córką. Na szczęście obyło się bez poprawki w sierpniu. Kamień z serca. A drugi wypadł z portfela... :) Korepetycje to kosztowne przedsięwzięcie. No cóż, trzeba było ratować dziecko...
Za parę dni wakacje.... Odpoczniemy wszyscy.
Od porannego wstawania.
Od odrabiania lekcji.
Od pośpiechu.
Od nadmiaru obowiązków.
Od rannej kolejki do łazienki.
Od sprint-owego biegu do papierniczego na 5 min przed zamknięciem....

Zasłużyliśmy na odpoczynek :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz