poniedziałek, 19 października 2015

Czekolada

Siedzę sobie na łóżku w moim słodkim pokoiku i łapie oddech w tej codziennej gonitwie. Z pracy wyszlam z lekkim opóźnieniem, ale juz zdążyłam wstawić mięsko na obiad i zrobić budyń. Ziemniaczki obrała córunia. Zaraz sie przebiorę i idę działać dalej.
A co u nas? Nic nowego. Żadnych newsów nie mam, żadnych fascynujących informacji.
Codzienność, zwykłe życie.
Obawy wyciszone, finanse opanowane, mieszkanie ogarnięte, dzieci uśmiechnięte, w pracy spokój. Szkoda tylko, że pogoda taka żałosna, bo zdecydowanie za mało mi było czasu na powietrzu. Pada, pada, pada. Tęsknię za ogródkiem....

W sobotę miałam okazję zaszaleć. I co? Nie skorzystałam.
Spotkanie firmowe wstępnie było ustalone w knajpce na piwko, ale ponoć skończyli na tańcach. Nie żałuje, że mnie tam nie było. Choć miałam kiedyś w życiu okres, że żadnej imprezy nie przepuściłam. I zawsze dobrze się bawiłam. A teraz już mi się nie chce. Nie ciągnie mnie tak jak kiedyś do ludzi. Niektórzy tu mówią, że kapcieję. Możliwe. Nie przeszkadza mi to. Wyrosłam z tego, żeby się podobać wszystkim. Teraz lubię samotność. Lubię spędzać czas sama ze sobą, z książką, gazetą, filmem. No i jeśli już mam gdzieś wyjść to wolę spędzić czas ze swoim facetem.
A przede wszystkim lubię spędzać czas z dziećmi, bo chcę na maxa skorzystać z tego, że jeszcze chcą ze mną być. Zauważyłam bowiem, że syn coraz rzadziej gdzieś z nami wychodzi, ma już swoje życie; szkoła, dziewczyna, sport, koledzy. Wiem, że to normalne. Rozumiem to i akceptuję. Dlatego staram się być z dziewczynami możliwie jak najwięcej, bo już jestem mądrzejsza i wiem, że scenariusz się kiedyś powtórzy i wkrótce kolejne dziecko zacznie odłączać się od stada.
Tak wiec wczoraj, pomimo deszczu - wycieczka. 40 km od naszego miasta jest nasza ulubiona "czekoladziarnia". Była bomba kaloryczna. A co tam! Trochę też pospacerowałyśmy, każda ze swoim parasolem. I zadziwiłam się jak dawno już tak nie chodziłam w deszczu. Było miło. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz