Co u mnie słychać?
Pogoda ostatnio nie rozpieszcza ale dziś musiałam wykorzystać okazję na wizytę w ogródku. Zmiana czasu sprawi ze dużo wcześniej będzie się ściemniało więc żeby coś porobić w ogródku trzeba wykorzystywać wcześniejsze godziny. Rano wróciłam z nocnego dyżuru, odespałam braki snu, zrobiłam szybki obiad, a następnie zostawiwszy dzieci przy lekcjach popędziłam do ogródka.
Mamy jesień. Moje jabłonki są już gołe. W trawie pełno liści.
Niepokoi mnie stan kącika wrzosowego. Jedynie białe wrzosy są w dobrej kondycji, reszta niestety wygląda jakby uschła. Nie rozumiem co się dzieje. W domu na parapecie kuchennym mam kilka wrzosów w doniczkach i są ok. A te w gruncie takie mizerne. Może za rok odbiją?
Zerwałam z łysego już drzewa kilkanaście orzechów. Mam więc swoje własne włoskie. Zerwałam też ostatnie jabłka i 2 kg aronii. Muszę w jakimś najbliższym czasie zabezpieczyć przed zimą róże i hortensje. Mam nadzieje że kopczyki z kory pomogą. Muszę w okresie zimowym przemyśleć sprawę wiaty i ewentualnej budowy domku. Może chociaż fundamenty zrobimy. Taki jest mały kawałek tej mojej ziemi a tyle pozytywnych myśli wyzwala. Daje zastrzyk energii i siły.
Aronie zamroziłam. Potem pomyśle co z niej zrobić. A tak w ogóle muszę coś wymyślić z zamrożonych owoców, bo mam zajęta całą zamrażarkę i wszystkie szuflady w zamrażarce w lodówce. A przecież za dwa miesiące święta i na pewno potrzebne będzie miejsce na ryby, pierogi, mięso, bigos, itp.
Marzy mi się jakaś mała rewolucja w domu. Może jakieś malowanie lub choćby przemeblowanie. Mam potrzebę by coś zmienić, poprawić.
No i zaczęłam odwyk. Od słodyczy. Jest ciężko, bo ja chyba naprawdę jestem uzależniona. Postanowiłam wytrzymać 100 dni bez dodatkowego cukru. Nie jem słodkości, nie słodzę napojów. Zobaczymy czy wytrwam. Wyznaczony czas mija 29 stycznia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz