Kombinuje jak uwolnić się od poczucia winy. W wakacje moje kombinatorstwo posunęło się na tyle daleko, że próbowałam zwalić winę na tarczycę. Otóż, wiem, że nadczynność lub niedoczynność sprzyja tyciu i uznałam, że pewnie mam z tym problem i dlatego tak bardzo się powiększyłam w ostatnich dwóch latach. Moja desperacja pchnęła mnie nawet do wykonania badań w kierunku poziomu hormonów tarczycy. Wynik? Wszystko w normie tj. to i inne parametry również. W sumie ulga. Jestem zdrowa. Wyniki podręcznikowe wręcz.
Czyli mój tłuszczyk to moja wina, mea culpa. Cóż poradzić, kiedy jestem uzależniona od słodyczy. W końcu jakieś nałogi trzeba mieć. Nie piję, nie palę, nie... innych rzeczy. To chociaż sobie cukiereczka, ciastko, ciasteczko, ciacho, ciastunio, .....
Wniosek? Nie jestem doskonała. Mam słabą wolę. Obiecuje sobie, że nie będę jeść słodyczy a jem. Obiecuje sobie, że rano wstanę wcześniej, a jednak wyskakuje z łóżka na ostatnią chwilę.Może powinnam te obietnice złożyć komuś innemu niż sobie? Bo co jak co, ale jak komuś coś obiecam to zawsze dotrzymuje słowa.
A takie upiekłam w poniedziałek, z malinami i jeżynami, z bezą. Tzw. kruszon albo skubaniec.
Fajne zdjęcie, dlatego pokazuje. Wczoraj rano już nie było....
| Mniam...... |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz