Co nowego na mojej działce?
Po 4-miesiecznym użytkowaniu mojej działeczki niewiele się tam zmieniło. Owszem przycięłam i podwiązałam to i owo. Regularnie kosze trawę i „wyczesuję” z niej pozostałości z poprzednich sezonów. Nieco zreanimowałam altankę - naprawiłam dach, bo przeciekał (na razie nie mam funduszy na nowy domek). Uporządkowałam rabaty kwiatowe. Wykopałam duże ilości cebulek m.in. narcyzów, tulipanów i innych kwiatków, których niestety nie znam. Utworzyłam jedną nową rabatę - wrzosowisko. Posadziłam mieczyki w ilości ponad 30 cebulek, dlatego że uwielbiam te kwiaty. A poza tym moja alejka nazywa się Mieczykowa, więc to zobowiązuje.... Znów przypadek?
Nie chce od razu wszystkiego tam zmieniać. Ktoś
kiedyś o te działkę dbał, ktoś ją kochał, a ja to szanuję. Staram się tak
prowadzić swoje prace ogrodowe by nie niszczyć tego co posadzili tam
poprzednicy. Poza tym postanowiłam, że przez pierwszy sezon skupię się na zapoznaniu,
obserwowaniu i zaprzyjaźnieniu się z działką, sprawdzę co tam i
gdzie rośnie. Intensywne prace odkładam więc na przyszły rok i zacznę dużo
wcześniej niż w maju. Bo w tym roku dopiero od tego miesiąca miałam dostęp do
tej działki.
Ale nie cały czas jest słodko i tak „różowo”.
Zaliczyłam już na początku lipca swój pierwszy kryzys na zasadzie „chyba mnie
porąbało że ja to wzięłam”. Była złość, łzy i chęć porzucenia mojej
„inwestycji”. Wydawało mi się wówczas, że choćbym nie wiem ile tam robiła to
i tak ona nie będzie w niczym przypominać działek zza płotu. Ale już następnego
dnia mi przeszły wszystkie wątpliwości. Taka już jestem.
Na pociechę mam to, że los mi sprzyjał i że natura
w cudowny sposób odwdzięcza mi się za to, że ją przygarnęłam i oswoiłam. Lubię
ogrody w wiejskim stylu. Generalnie kocham wszystkie rośliny, a kwitnące
szczególnie. Jednak uwielbiam mieczyki, hortensje, malwy, piwonie, naparstnice.
I los mi znów sprzyjał, bo okazało się, że na mojej działce rosną dwa kolory
piwonii – amarantowa i bladoróżowa. Są
jeszcze dwie młode, które nie kwitną. Kolejną dosadziłam. Mieczyki też będą o
czym wcześniej wspomniałam. Ale jaka była moja radość i zaskoczenie, gdy któregoś
dnia odkryłam, że z wielkich liści wyszła łodyżka z „kuleczkami”, z których później rozwinęły się piękne, ciemnofioletowe kwiaty. Mam malwy!!!
Stan owocowy przedstawia się następująco: dwie
jabłonki, agrest, porzeczka czerwona i 4 czarne, orzech włoski i wielki krzak
jeżyny (który podejrzewałam o to że jest różą…) oraz parę krzaczków truskawek. To rośliny, z
których można zbierać owoce. Część owoców już zebrałam, zrobiłam przeciery, konfitury i
nastawiłam nalewki. Rośnie też brzoskwinia, wiśnia, śliwa i grusza, ale są
zaniedbane, może chore, w każdym razie owocują słabo lub wcale.
A na zakończenie dodam, że choćbym była niewiadomo jak zmęczona i jadąc na tę działkę z
resztkami sił i z obowiązku (bo podlać trzeba), to jednak po przekroczeniu
bramy wjazdowej dostaje takiego zastrzyku energii, że dopiero wieczorny chłód i
naciągające ciemności (oraz komary) potrafią mnie stamtąd wypędzić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz